Anna Morawska: Depresja poporodowa to wciąż temat tabu (wywiad)
Pin It

Depresja poporodowa to jeden z najbardziej ukrywanych tematów związanych z macierzyństwem. Choruje na nią co dziesiąta matka – informują organizatorzy kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”.  – To bardzo ważne, aby kobiety zaczęły mówić, że czują się źle – mówi Anna Morawska, psycholog i inicjatorka pierwszej ogólnopolskiej akcji na temat depresji poporodowej.

Czy depresja poporodowa to temat tabu?

Anna Morawska: Tak, depresja poporodowa nadal jest tematem tabu. Kobiety nie chcą o tym rozmawiać. Przekonałam się o tym bardzo dobrze, zarówno podczas pisania książki „Depresja poporodowa. Możesz z nią wygrać”, jak i przygotowywania kampanii społecznej o depresji poporodowej „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”. Poszukiwanie bohaterek książki, które zgodziłyby się choćby anonimowo opublikować swoje opowieści dotyczące walki z depresją poporodową, zajęło mi rok. Podobny problem miałam ze znalezieniem ambasadorów i ambasadorek akcji. Ostatecznie udało się stworzyć zespół, który wspiera ideę kampanii. Po raz pierwszy w tej edycji kampanii mówimy o depresji poporodowej.

Pisze pani w swojej książce, że depresja poporodowa jest najbardziej przemilczaną „twarzą depresji”. Dlaczego tak się dzieje?

Kobiety nie chcą mówić o swojej walce z tą chorobą. Jak same przyznają, jest to powiązane z poczuciem wstydu i wyrzutami sumienia, że miały agresywne myśli w stosunku do swojego dziecka, odrzucały je, że miłość macierzyńska nie pojawiła się od razu. Bohaterki mojej książki poszły na terapię i włożyły dużo pracy, aby wygrać z depresją poporodową i stworzyć prawidłową relację z dzieckiem. Dzisiaj są wspaniałymi matkami i niekoniecznie chcą wracać do wspomnień z początków macierzyństwa.

Kobiety z depresją poporodową myślą o sobie, że są złymi matkami. Nie rozumieją, co się z nimi dzieje. Nie przypuszczają, że mają do czynienia z chorobą psychiczną, jaką jest depresja poporodowa, tylko obwiniają siebie. Myślą, że nie nadają się do roli matki, że są złe, bo nie od razu pojawia się u nich miłość do dziecka, płaczą na samą myśl, że mają się nim zająć albo żyją w ciągłej obawie, że coś mu się może stać. Depresja poporodowa może przejawiać się też silnym lękiem o życie dziecka, o to, że ono nagle umrze, a matka w porę nie zareaguje. Takie negatywne myśli towarzyszą kobiecie cały czas od chwili urodzenia dziecka i powodują coraz większe obniżanie nastroju, aż w skrajnych przypadkach pojawiają się myśli samobójcze. Niejednokrotnie dochodzi wtedy do tzw. samobójstwa rozszerzonego, kiedy matka czuje się już tak źle, że decyduje się zabić i dziecko, i samą siebie. To najskrajniejsze sytuacje w przypadku nieleczonej depresji. Mam nadzieję, że zarówno ta kampania, jak i moja książka skłonią kobiety do tego, aby w porę zorientować się, że coś niepokojącego się z nimi dzieje i udać się do specjalisty. 

Jakie jeszcze objawy mogą świadczyć o depresji poporodowej?

To nie tylko objawy typowe dla depresji, takie jak obniżony nastrój, utrata zainteresowań, brak apetytu, bezsenność, lecz także myśli i emocje związane z dzieckiem, np. ciągły płacz nad łóżeczkiem dziecka albo płacz na samą myśl, że mamy je nakarmić. Matki z depresją poporodową często karmią mechanicznie, bez emocji. Depresja poporodowa odbiera uczucia. Kobieta z powodu choroby nie kocha ani siebie, ani dziecka. Ten stan „pustki emocjonalnej” ją wykańcza, bo ona ma świadomość,  jak jej zdaniem powinna wyglądać idealna matka i relacja z dzieckiem. Tymczasem u niej rzeczywistość wygląda inaczej, co przeraża, powoduje frustracje i dalsze obniżanie nastroju.

Jeśli takie objawy trwają dłużej niż miesiąc od porodu, to jest to sytuacja niepokojąca. Jeśli trwają kilka dni po porodzie, to jest to stan normalny, nazywany „baby blues”. Matki są wtedy rozchwiane emocjonalnie, bo przez ich ciało przechodzi hormonalne tornado. Ma prawo tak być. Ten stan minie po kilku dniach, maksymalnie do dwóch tygodni. Natomiast jeśli utrzymuje się miesiąc po porodzie i dłużej, to bez wątpienia należy udać się do specjalisty. Warto dodać, że depresja poporodowa może pojawić się nawet kilka miesięcy, pół roku czy rok po porodzie. Wtedy również należy się leczyć.

Jakie są możliwości leczenia?

W związku z tym, że kobiety karmią piersią, w pierwszej kolejności najczęściej zaleca się psychoterapię. Według badań naukowych w przypadku depresji poporodowej skuteczna jest psychoterapia poznawczo-behawioralna i interpersonalna. Dlaczego interpersonalna? Kobieta, która choruje na depresję poporodową, zamyka się w sobie, z nikim nie rozmawia, nikomu nie mówi o swoich złych myślach przeciwko dziecku. Bohaterki mojej książki też przyznają, że nie mówiły o tym ani mężowi, ani najbliższej rodzinie. To dość przerażające, bo jak my, bliscy, mamy pomóc i zareagować, jeśli nawet nie przypuszczamy, że dzieje się coś niepokojącego? To bardzo ważne, aby kobiety zaczęły mówić, że czują się źle. Mam nadzieję, że ta kampania je do tego zachęci. To ważne, aby przestały się wstydzić i bać prosić o pomoc. One jeszcze mogą mieć wspaniałe wspomnienia z pierwszych chwil życia dziecka. Bohaterki mojej książki ich nie mają i teraz żałują, że nie skorzystały wcześniej z pomocy specjalistów.

Wspomniała pani o psychoterapii. A co z lekami? Jak wygląda leczenie farmakologiczne i kiedy jest konieczne?

Lekarze mogą zdecydować się na podanie leków antydepresyjnych w cięższych przypadkach depresji poporodowej. Zaleca się głównie leki nowej generacji z grupy SSRI. To leki, które według badań przenikają z mlekiem matki w zaledwie 1%. Uważa się, że są one na tyle bezpieczne zarówno dla matki, jak i dla dziecka, że można je stosować z myślą, że jest to ratunek dla życia matki. Jest jeszcze druga możliwość – kobieta odstawi dziecko od piersi, ale zadba o siebie i podejmie leczenie. Tutaj pojawia się dylemat: czy lepiej, gdy matka karmi dziecko piersią i robi to mechanicznie, bez uczuć i szlocha nad głowa dziecka, bo nie bierze leków, czy matka, która leczy się, dba o dziecko, cieszy się, że ono jest, ale karmi je sztucznym mlekiem. Ja osobiście skłaniam się ku drugiemu rozwiązaniu. Matka, która się leczy, czuje się dobrze i jest w stanie pokochać dziecko. Kiedy mamy do czynienia z bardziej zaawansowaną chorobą i depresja zagraża życiu matki, to nie ma wątpliwości, że ona musi o siebie zadbać, aby nie doszło do tragedii.

Trzecią drogą leczenia stosowaną w ciężkich przypadkach depresji, kiedy leki nie pomagają, są elektrowstrząsy. To najbezpieczniejsza, najzdrowsza i według badań najskuteczniejsza metoda leczenia depresji. Trzeba pamiętać, że depresja jest chorobą nawrotową i u osoby raz dotkniętej depresją, choroba może wrócić w każdej chwili życia. Po elektrowstrząsach depresja wraca znacznie później lub wcale. Dużo złego tej metodzie wyrządził film „Lot nad kukułczym gniazdem” przez co jej odbiór społeczny jest negatywny.  W tej chwili  wygląda to inaczej. Elektrowstrząsy są robione pod znieczuleniem, człowiek nie odczuwa dyskomfortu, a zabieg trwa 10 minut i przynosi wielką ulgę. Jest stosowany zarówno u matek karmiących piersią, jak i u kobiet w ciąży. W Polsce nie odnotowano żadnego przypadku, by po elektrowstrząsach doszło do poronienia.

Wiele osób nadal twierdzi, że same poradzą sobie z depresją poporodową, że z czasem ona przejdzie. Co kobieta traci, kiedy nie podejmuje leczenia?

Traci czas. W lżejszych stanach depresyjnych może się zdarzyć, że depresja przejdzie po pół roku albo po roku. W większości przypadków jednak tak się nie dzieje i ten stan będzie się pogłębiać. Niemożność pokochania dziecka i widzenie swojego macierzyństwa w ciemnych barwach może trwać bardzo długo. Na dłuższą metę nie wyobrażamy sobie życia w takim stanie. Leczenie sprawi, że wszystko wróci na właściwe tory. Mam nadzieję, że w końcu minie lęk przed specjalistami – psychiatrą i psychologiem. Nie ma się czego bać. Kiedy mamy cukrzycę, nie wstydzimy się iść do lekarza i brać insulinę. Mam nadzieję, że na podobnej zasadzie kobiety, które czują się źle, pójdą do specjalisty, dostaną leki oraz informację, co robić, by zbudować prawidłową relację z dzieckiem, czego nie potrafią z powodu choroby.

Jak depresja poporodowa matki wpływa na dziecko?

Dziecko, które jest wychowywane bez miłości matki, jest bardziej nerwowe, płaczliwe, rozdrażnione, nie ma w sposób należyty zabezpieczonej potrzeby bezpieczeństwa i bliskości. Dzieci matek cierpiących na depresję poporodową są w grupie ryzyka zachorowania na depresję, kiedy będą już osobami dorosłymi. Stają się obciążone depresją matek. Złe relacje matki z dzieckiem już od małego wpływają u niego negatywnie na kształtowanie się konstrukcji psychicznej. Mały człowiek swoją siłę psychologiczną buduje przede wszystkim przez pierwsze trzy lata życia. Jeśli w tym czasie nie dostaje od matki bezpieczeństwa, miłości, ciepła to przez dorosłe życie będzie szedł ogołocony. Myślenie, że takie dziecko nic nie wie i nic nie rozumie, jest błędne. Wszystko, co otrzyma od matki przez te pierwsze lata życia, to jego bagaż emocjonalnych doświadczeń i kręgosłup psychiczny. Jeśli jest skrzywiony, z biegiem lat coraz trudniej będzie go wyprostować. Dlatego ważne jest, by już na początku wystąpienia depresji matka zadbała o siebie, bo w tym momencie dba również o swoje dziecko i jego dorosłe życie psychiczne i emocjonalne.

W książce często podkreśla pani rolę bliskich i przypomina, by mówić im o swoim stanie. Gdzie jednak szukać wsparcia, gdy rodzina bagatelizuje problem i swoją „pomoc” ogranicza do stwierdzenia „weź się w garść”?

Na pewno rola rodziny jest kluczowa. Osoby, które są blisko kobiety, są w stanie zauważyć, że dzieje się coś niepokojącego. Nie trzeba być ekspertem, aby dostrzec, że matka cały czas płacze, komunikuje problem w relacji z dzieckiem, mówi, że jest złą matką albo nie chce karmić. Takie rzeczy trzeba wychwytywać i motywować tę matkę do zadbania o siebie. Jeśli rodzina tego nie robi, to po to jest ta kampania i książka, aby podnieść świadomość na ten temat i udać się do specjalisty. Pomóc może psychiatra i psycholog. W pierwszej kolejności radziłabym udać się do psychologa. Jeżeli stan jest cięższy, trzeba iść do psychiatry, który najprawdopodobniej albo przepisze leki, albo – w ciężkich przypadkach – skieruje na elektrowstrząsy.

Polecamy: Mama w połogu – jak jej pomóc?

Jak ocenia pani dostęp do tych specjalistów? Gdzie mają szukać pomocy kobiety z małych miast i wsi oraz w sytuacji, gdy nie stać ich na prywatne leczenie?

W obszarze dostępu do specjalistów od zdrowia psychicznego jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Mówiąc wprost, nie jest dobrze. Oczywiście prywatna służba zdrowia bardzo się rozwija i tych specjalistów jest coraz więcej. Jednak w samej Warszawie dostęp do psychiatry czy psychologa w ramach NFZ wiąże się z czekaniem w kolejce nawet do pół roku. Osoba cierpiąca na depresję nie może czekać tak długo. Jeśli pojawiają się u niej myśli samobójcze, to ona po prostu nie dożyje tej wizyty. Depresja jest chorobą cywilizacyjną i coraz więcej osób się z nią zmaga. Mam nadzieję, że ta kampania skłoni do myślenia osoby decyzyjne i ten dostęp do specjalistów się poprawi. Teraz trzeba ich jednak szukać. W mniejszych miejscowościach warto zapytać w gminnych i miejskich ośrodkach pomocy społecznej, bo zdarza się, że zatrudniają psychologów. Warto pojechać do sąsiednich miejscowości, gdzie znajdują się ośrodki i poradnie zdrowia psychicznego, centra interwencji kryzysowej, szpitale psychiatryczne. Ludzie boją się tych szpitali, bo myślą, że zostaną w nich zamknięci. Tymczasem są w nich również prowadzone terapie otwarte, na które można dojeżdżać. Warto się zorientować, jakie mamy możliwości w najbliższej okolicy i podjąć decyzję o leczeniu.

Czy zauważa pani zmianę w podejściu do tematu depresji w Polsce?

W tym temacie mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia, aczkolwiek mam wrażenie, że jest lepiej. Zgłaszają się do naszej kampanii osoby, które po raz pierwszy powiedziały rodzinie, że chorują na depresję, albo zdecydowały się na rozpoczęcie leczenia. Coś drgnęło, zarówno wśród osób chorujących na depresję, które zaczęły się leczyć, jak i wśród ich bliskich, którzy z większym zrozumieniem podchodzą do ich wyznań, już nie oceniają, nie stygmatyzują, a właśnie akceptują.

Właśnie – w kampanii, którą pani zainicjowała, jest hasło „Nie oceniam. Akceptuję”. Matki należą do tej grupy społecznej, która jest stale oceniana – w związku z tym jak rodzą, karmią, opiekują się dzieckiem itd. Dlaczego to tak ważne, aby nie oceniać?

Każda negatywna ocena rani, obniża poczucie własnej wartości, powoduje wyrzuty sumienia i wycofywanie się z relacji społecznych. Osobie chorującej na depresję jest naprawdę niezwykle trudno powiedzieć, jak się czuje i co się z nią dzieje. W momencie, kiedy odważy się to zrobić, doceniajmy to i wspierajmy takie zachowania. W ten sposób pomagamy tej osobie wyzdrowieć. Trzeba tym osobom dać szansę, nie oceniać i akceptować. Naszym zadaniem jest to, aby je wesprzeć, żeby były wśród nas. W przypadku depresji poporodowej jest to niezwykle ważne również ze względu na dziecko. To istotne, aby matka zadbała o siebie i swoje zdrowie psychiczne. Robi to i dla siebie, i dla dziecka.

depresja poporodowa


Anna MorawskaAnna Morawska – dziennikarka telewizyjna, psycholog o specjalności klinicznej, działaczka społeczna. Autorka książek „Twarze depresji. Nie oceniaj. Zaakceptuj.”, „Depresja poporodowa. Możesz z nią wygrać”,  współautorka książki „7 dni. Świat Andrzeja Turskiego”. Absolwentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim i psychologii w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej (obecnie Uniwersytet SWPS). Reporterka w „Panoramie” TVP2, wcześniej w „Wiadomościach” TVP1. Autorka reportaży społecznych i interwencyjnych dla TVP2. Nagradzana za poruszanie w mediach trudnych problemów społecznych, m.in. w konkursie „Kryształowe Pióra” za cykl felietonów o depresji wśród dzieci.

Pierwsze kroki w zawodzie psychologa stawiała w Klinice „Budzik”, pracując z dziećmi w śpiączce i ich rodzinami. Pomysłodawczyni i koordynatorka ogólnopolskiej kampanii społecznej „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję.”, która otrzymała najwyższe wyróżnienie w dziedzinie promocji zdrowia psychicznego – „Nagrodę Aureliusza” z rąk krajowego konsultanta w dziedzinie psychiatrii. W kampanię zaangażowało się wiele gwiazd m.in. Ewa Błaszczyk, Anna Wyszkoni, Maciej Orłoś, Beata Chmielowska-Olech, Tomasz Wolny, Piotr Zelt i wielu innych. Spoty kampanii były emitowane w ogólnopolskich telewizjach i rozgłośniach radiowych, a billboardy prezentowane niemal we wszystkich stolicach wojewódzkich.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

BRAK KOMENTARZY

Odpowiedz