Irena Chołuj: W kobiecie jest siła życia (wywiad)
Pin It

„Szkoła rodzenia nie nauczy cię jak rodzić. Ona da ci wiele różnych propozycji, z których ty masz prawo wybrać. Pomyśl, dlaczego wybrałaś akurat taką, a nie inną opcję. Myślę, że to konieczne, aby przygotować się do dokonywania wyborów w wolności” – mówi Irena Chołuj, położna z ponad 50-letnim stażem, „matką porodów domowych”, która przyjęła ponad 12 tysięcy porodów szpitalnych i ponad pół tysiąca porodów w domu.

Coraz częściej w wielu dyskusjach pada hasło, że kobiety powinny mieć prawo wyboru jak i gdzie rodzić. Co Pani o tym myśli?

Jestem absolutnie na tak! Oczywiście, kobiety powinny mieć prawo wyboru. To jest jeden z elementów należnej nam wolności. Ważne jednak, aby był to wybór uzasadniony. Tylko wtedy będzie miał on sens. Wybór bez uzasadnienia to nakaz. Dla kobiety, której wizja porodu to cięcie cesarskie bez cierpienia i bolesnych skurczy, wybór szpitala jako miejsca porodu jest oczywisty. Istotne jednak, aby podejmując taką decyzję, znała również uzasadnienie przemawiające za porodem naturalnym. Bez tej wiedzy jej decyzja nie będzie dla niej dobra, o czym ona nawet nie wie. Jeśli kobieta zna tylko jedną opcję wyboru, a nie wie jakie mogą być konsekwencje związane z rodzeniem poprzez planowane cięcie zarówno dla niej, jak i dla dziecka, nie jest to dobry wybór. Zawsze, kiedy znamy tylko jedną opcję, to wybór dokonany jest w zniewoleniu jednostronną informacją.

Za konkretnymi wyborami nierzadko stoi lęk.

Kobiety boją się z różnych powodów. Często słyszą opowieści o trudnym rodzeniu, czasem przesadne. Wiele kobiet opowiadających trudne historie o rodzeniu nigdy nie miało dobrych doświadczeń, nie znało innych możliwości lub być może z różnych powodów (np. ułożenia dziecka) nie mogło zrealizować swojego marzenia o pięknym porodzie.

Jak oswajać ten lęk?

Przede wszystkim należy próbować znaleźć odpowiedzi na wiele pytań. Dobrze, aby kobieta  zadała je sobie przed porodem. Dlaczego boję się porodu? Jeżeli za tym stoją trudne historie słyszane od mamy, cioci, koleżanek, w wiadomościach czy przeczytane w internecie – należy zapytać siebie: „Dlaczego nie usłyszałam nigdzie dobrych opowieści”? Gdzieś są przecież „te dziwne” kobiety, które dobrze przeżyły poród. Przecież one nie miały nawet znieczulenia, więc dlaczego się z tego cieszą? Dlaczego chcą rodzić naturalnie, w bólu? Jakie argumenty za tym stoją?

Polecamy: Dlaczego boimy się porodu? Negatywny obraz porodu – jak go zmienić?

Warto, przygotowując się do tak ważnego wydarzenia, poszukiwać odpowiedzi na różne pytania. Dziecko, które idzie do przedszkola, które nie miało dotychczas kontaktu z innymi dziećmi, też się boi. Wraca do domu i płacze. Tak samo będą reagować kobiety, które nie wiedzą, że poród może być piękny i trudny równocześnie. Warto dowiadywać się więcej. Internet nie może być jedynym źródłem wiedzy. Jeżeli w otoczeniu mamy mówi się tylko o horrorach z porodówek, to może warto poszukać doświadczeń innych mam? Warto wejść w środowisko i jednych, i drugich kobiet. Warto poczytać o różnych możliwościach, uzasadnieniach i dopiero wtedy dokonywać wyboru. Nie iść w ciemno w ślepy zaułek. Trzeba też chcieć zrozumieć kobiety dokonujące wyborów uznanych przez nas jako niezasadne.

W swojej książce „Urodzić razem i naturalnie” pisze Pani, że poród szpitalny w pełni naturalny jest zjawiskiem marginalnym oraz że wielu lekarzy i położnych nigdy nie widziało naturalnego porodu…

Bo taka jest prawda. Jeżeli popatrzymy na to wyliczeniami statystycznymi, to poród naturalny jest marginalny. Warto pamiętać, że u zdrowych kobiet planowana medykalizacja, różne działania medyczne mogą zaburzyć naturalny przebieg porodu, z czego mogą wyniknąć pewne następstwa, np. zaburzenia pracy serca rodzącego się dziecka. To zaś spowoduje konieczność podjęcia kolejnych działań. Z pozoru mała ingerencja może sprowokować potrzebę wprowadzenia kolejnej interwencji. Przykładem może być zaindukowanie porodu bez wyraźnych wskazań tylko dlatego, że minęło pięć dni od matematycznie obliczonego terminu porodu. Najczęściej kończy się to potrzebą zastosowania wielu sposobów dalszej stymulacji porodu.


Polecamy: Poród naturalny a poród drogami natury – czym się różnią?


Moim zdaniem poród naturalny może odbyć się w każdym miejscu. Do tego dążyłam pisząc swoją książkę „Urodzić razem i naturalnie”. Mogłoby się wydawać, że dziecko rodzi się zawsze tak samo, bo przechodzi przecież przez tę samą drogę. Tak jednak nie jest, a duży wpływ ma na to sposób rodzenia i miejsce rodzenia, w którym kobieta czuje się bezpiecznie. Co zrobić w szpitalu, aby było naturalnie i bezpiecznie? Wiele elementów już jest realizowanych w niektórych szpitalach. Gdyby jednak spojrzeć na to statystycznie okazałoby się, że jest ich garstka. W wielu miejscach mówi się, że kobieta może robić wszystko co chce, np. przyjmować dowolną pozycję (bo jedyną niefizjologiczną pozycją do rodzenia jest pozycja leżąca), ale do czasu. „Od teraz pani się kładzie, bo musimy zrobić to i to… Jak się coś stanie pani lub dziecku, to sama pani za to odpowiada” – przy takim nakłanianiu do konieczności przyjęcia przez rodzącą różnych medycznych propozycji, kobieta i osoba jej towarzysząca, planujący pierwotnie rodzenie naturalne, są bezradni: poddają się bez dyskusji.

Jaki oni mają wtedy wybór? Jak się nie zgodzić, gdy istnieje domniemanie, że jeśli nie wyrażę zgody na kroplówkę z oksytocyną lub przebicie pęcherza to mojemu dziecku coś się stanie… Co możemy zrobić w takiej sytuacji?

„Bo jak się coś stanie…” – jeżeli tak uzasadniane jest działanie ingerujące w naturalny przebieg porodu, wiele osób odruchowo wyrazi zgodę bez przekonania o słuszności wdrażanych sposobów postepowania . Gdyby jednak kobieta wcześniej, przed porodem,  poszukała informacji o zamierzonych (docelowych) i niezamierzonych skutkach różnych sposobów śródporodowych stymulacji medycznych, znalazłaby w sobie siłę, aby nie wyrazić na nie zgody, jeśli uzna, że to jeszcze nie jest potrzebne.

Warto prosić personel medyczny  o uzasadnienie, wytłumaczenie: „Dobrze, jeśli ja się nie zgodzę w tej chwili, to co się mojemu dziecku stanie?”. Odpowiedź „Mogą się różne rzeczy dziać…” nie jest wystarczająca. Sądzę, że tak samo jak proszą nas o podpis przy wyrażaniu zgody, np. na podłączenie kroplówki stymulującej skurcze, tak samo kobieta może  prosić lekarza czy położną o wypisanie na kartce (i podpis) konsekwencji,  jakie grożą w przypadku ich odmowy. Przykładowo: kobieta ma skurcze, poród postępuje prawidłowo, a proponuje się jej kroplówkę z oksytocyną  – ona wtedy może prosić o napisanie, jakie następstwa grożą jej i dziecku jeśli się na to nie zgodzi. Inny przykład – masaż szyjki macicy. Co prawda można poprzez masowanie szyjki zrobić z 6 cm rozwarcie na 10 cm; tylko jakie będą tego dalsze konsekwencje dla szyjki? Może dojść do pęknięcia lub rozwarstwienia tkanek szyjki macicy, a wówczas konieczne jest jej zeszycie. W dodatku masaż szyjki jest bardzo bolesny. Kobieta ma prawo się na to nie zgodzić. Ma prawo zdecydowanie powiedzieć „nie chcę”, „proszę w tej chwili przestać mnie męczyć”, „wiem, że to nie jest dobre dla szyjki macicy”.


Polecamy: Bezpłatne spotkania edukacyjne od 21. tygodnia ciąży – przygotowania do porodu


Często poprzez własną niewiedzę przyzwalamy na takie zachowania. Jeżeli kobieta zna następstwa różnych działań, dowie się o nich dużo wcześniej przed porodem, to ta wiedza doda jej odwagi i siły. Brak wiedzy nie spowoduje nawet jakiegoś odruchu obrony. Oczywiście, kobieta może wyrazić zgodę na proponowane działania, może tez prosić o nie, ale wówczas, kiedy zna ich wszystkie następstwa.

Nie twierdzę, że kobieta ma się na nic nie zgadzać, to też byłby błąd; trzeba pamiętać, że poród może się powikłać, może zaburzyć się jego tok. Tak samo jak nigdy nie powiedziałam, że lepszym miejscem do porodu jest dom niż szpital. Dom jest lepszy wtedy, gdy kobieta sama go wybierze i wie dlaczego to robi. Ale nawet podejmując taką decyzję ma świadomość, że może pojawić się potrzeba wyjazdu do szpitala.

„Moim marzeniem jest, by kobiety uwierzyły, że mogą rodzić samodzielnie, że naprawdę potrafią” pisze Pani w swojej książce…

W kobiecie jest siła życia. W godzinach rodzenia ciało kobiety wie, jak rodzić, obdarowane jest umiejętnością rodzenia; wystarczy poddać się tym siłom. Kobieta urodzi, jej ciało jest do tego stworzone.

Zdarzały się sytuacje, że zanim przyjechałam do porodu, dziecko zdążyło się już urodzić. W takich sytuacjach uważałam, że ja w tym porodzie również uczestniczyłam. Stojąc w korku jedyne co mogę zrobić, to „kierować” porodem przez telefon (w trybie głośnomówiącym). Mówię kobiecie: „nie bój się”, „spokojnie”, „nie wypychaj dziecka”, „oddychaj, oddychaj”. Czasem podpowiadam, aby moja rodząca zmieniła pozycję. W tych sytuacjach zawsze witał mnie w drzwiach szczęśliwy tata: „Irena, nigdy tak bardzo się nie bałem i jednocześnie nigdy nie byłem taki szczęśliwy. Dobrze, że nas wspierałaś telefonicznie i  że przyjechałaś”. Obydwoje wtedy czują się bezpiecznie, bo zrzucają z siebie ciężar odpowiedzialności za dalszy przebieg porodu.

Jeśli poród odbywa się naturalnie i kobieta czuje wsparcie, urodzi samodzielnie.

Jak sprawić, by kobieta w to uwierzyła? Jak ją wzmacniać?

Szukać dobrych wzorców. Tak jak wszędzie w życiu – szukać dobrych doświadczeń. Można też szukać historii porodowych, gdy coś poszło niezgodnie z planem rodzącej, np. są kobiety, które chcą rodzić w domu, ale w trakcie silnych skurczy potrzebują znieczulenia. Jedziemy wtedy do szpitala. To nie jest niepowodzenie; po prostu zmiana pierwotnego planu…  Już wcześniej, przed porodem, rozmawiamy o tym, że takie sytuacje mogą się wydarzyć. Nie jest to powód do złej samooceny, do tego, by uważać się za złą matkę, być przekonaną, że coś się nie udało. Nie, po prostu musiałaś zmodyfikować plany.

Musimy wspierać kobiety, by nie miały złej samooceny; niezależnie od tego, co się wydarzy – czy to dotyczy miejsca porodu, czy sposobu rodzenia. Niech nie szukają w sobie winy. Warto przeanalizować na przyszłość co mogą zmienić w swoim kolejnym porodzie, na co się nie zgodzić, co wybrać. Takie rzeczy analizujemy wcześniej, przed porodem, a nie w jego trakcie lub po.

Mówi się, że porodu nie trzeba się uczyć.

To prawda. Szkoła rodzenia nie nauczy cię jak rodzić. Ona da ci wiele różnych propozycji, z których ty masz prawo wybrać. Pomyśl, dlaczego wybrałaś akurat taką, a nie inną opcję. Myślę, że to konieczne, aby przygotować się do dokonywania wyborów w wolności.

Mamy również prawo wyboru miejsca porodu. Teoretycznie, bo bezpłatna jest tylko jedna opcja – szpital. Poród w domu czy w domu narodzin wciąż wiąże się z kosztami, co dla niektórych może być barierą.

Porody domowe powinny być refundowane. Nie wiem z jakich powodów NFZ nie jest tym zainteresowany. Można by próbować szukać na to odpowiedzi. Wiem, że działania w tym kierunku były już podejmowane… Nie wiem czemu wciąż nie ma tej refundacji. Może gdyby kobiety same, pojedynczo pisałyby petycje do NFZ i Ministerstwa Zdrowia z wyraźnym oczekiwaniem takiej decyzji… Może miałoby to dodatkowe uzasadnienie pism składanych wcześniej w tej sprawie w tych instytucjach?

Czy zauważa Pani zmianę nastawienia do porodów domowych w Polsce?

Myślę, że czas ostracyzmu już minął. Wciąż mało jest lekarzy, którzy akceptują pomysł kobiety rodzenia w domu. Można to wytłumaczyć faktem, że lekarze są specjalistami porodów zabiegowych, zajmują się terapiami w porodach o nieprawidłowym przebiegu. Nie obserwowali też porodów w pełni naturalnych. Osobą odpowiedzialną za prawidłowy przebieg porodu zdrowej kobiety jest położna, specjalistka porodu naturalnego, w pełni fizjologicznego. Położne chcą się edukować w przyjmowaniu porodów naturalnych. Mają prawo przyjmować porody samodzielnie, odpowiadają za każdą swoją zawodową decyzję.

W różnych częściach Polski pojawia się coraz więcej położnych idących tą drogą. Po każdym samodzielnie przyjętym porodzie położne są zachwycone, czasem jednak potrzebują wsparcia. Zawsze jestem gotowa do wspierania każdej z nich. O każdej porze doby mogą do mnie zadzwonić, by np. skonsultować, poradzić się, poszukać u mnie wsparcia. Jestem przecież matką dla matek i siostrą (może też matką?) dla położnych.

Kiedy zaczynałam przyjmować porody w domu, nie było żadnych polskich książek na ten temat, filmów, czy konferencji o naturalnych porodach. Mijał właśnie 25 rok mojej pracy w zawodzie, kiedy pierwszy raz pojechałam do porodu domowego. Byłam zachwycona umiejętnością rodzenia przez tę kobietę. Bałam się kolejnych domowych porodów, ale równocześnie, zgodnie z etyką zawodową nie mogłam i nie umiałam odmówić kobietom mojej zawodowej pomocy. Uczyłam się nowego położnictwa przy każdej kolejnej rodzącej. Uczyłam się wciąż czegoś nowego – jak dostosować się do rodzącej, jak jej pomóc. To było fantastyczne. Głód wiedzy powodował, że próbowałam dotrzeć do różnych źródeł. Wiem, że te poszukiwania rozwijały mnie i jako położną, i jako człowieka.

Dziś położne mają łatwiej.

I Bogu dziękować! Moje ciche, pokorne starania też coś wniosły. Przez wiele lat działałam trochę w ukryciu. Często nie miałam się gdzie tym wszystkim chwalić, dzielić nowym doświadczeniem zawodowym, bo nikt nie chciał słuchać o porodach domowych.

Mimo wieku (mój najstarszy wnuczek skończy niebawem 25 lat), wciąż jest we mnie głód wiedzy. Bardzo wielu rzeczy jeszcze nie wiem i fajną rzeczą jest spotkać nowego człowieka i czegoś się od niego nauczyć. Nie ma dwóch identycznych porodów, każdy jest inny. Inna jest również każda rodząca. Nawet jeżeli ponownie rodzi ta sama kobieta, to rodzi się inne dziecko. Ta kobieta też jest w innej sytuacji, bo np. nie rodzi pierwszego dziecka i ma inne wcześniejsze doświadczenia. Ta „inność” powoduje, że w każdym porodzie uczę się czegoś nowego. Z ogromną radością dzielę się moimi doświadczeniami zawodowymi z położnymi. Gotowość położnych do służenia pomocą kobietom, do wspierania ich w kobiecości, w umacnianiu ich zdrowia – to również wartość dla nas – położnych, że możemy swoją pracą budować serdeczne położnictwo położnych.

Serdeczne położnictwo położnych? Co to oznacza?

Serdeczne położnictwo położnych to te działania położnych, które w oparciu o wiedzę i serdeczną profesjonalną opiekę wspierają kobiety w rodzeniu, w naturalnym karmieniu, w ich kobiecych problemach.

To inna wartość położnictwa niż położnictwo stechnicyzowane, potrzebne do terapii w trudnych sytuacjach położniczych. Medyczne działania, nowe sposoby pracy, nowe metody diagnozowania, cudowny rozwój medycyny – to wszystko powinno być wykorzystywane wówczas, gdy jest taka potrzeba. Nie jest dobrze, jeżeli takie działania są podejmowane wyłącznie po to, aby poród przebiegał szybciej. Przykładowo – istnieje tzw. zegar porodowy – 1 cm rozwarcia na godzinę u wieloródki, 2 cm na godzinę u pierwiastki.  Jeżeli u kobiety, która rodzi pierwszy raz i jest to początek skurczy, po 2-3  godzinach nic się nie zmieniło, to ma prawo tak być. Działanie tylko i wyłącznie w oparciu o zegar porodowy nie jest zgodne z fizjologią. Każda kobieta rodzi w swoim rytmie, w swoim czasie. Kiedy pojawią się jakieś problemy, wtedy trzeba jej pomóc. Wcześniej jednak pomagajmy jej metodami naturalnymi, a nie farmakologią.

Trzeba też wiedzieć, że są sytuacje, kiedy potrzebna jest stymulacja czynności porodowej lub inne sposoby przyspieszenia porodu, kiedy np. przy prawidłowych skurczach jest całkowity brak postępu porodu lub gdy rodząca jest bardzo zmęczona długotrwającymi skurczami przepowiadającymi i z takiej sytuacji „wchodzi” w porodowe skurcze.

Jakich zmian jeszcze potrzebujemy, aby móc godnie rodzić?

Podstawowa sprawa: nie przeszkadzać w rodzeniu naturalnym, umacniać kobiety w ich rodzeniu, wspierać je, przekonywać, że jeśli są zdrowe to ich ciało potrafi urodzić. Nie wymuszać pozycji leżącej, skończyć z rutyną, która usypia w obserwacji, w ocenie sytuacji śródporodowych. Nie ingerować bez wyraźnych medycznych wskazań – a tylko ze wskazań, które mają ratować zdrowie dziecka lub mamy. Właściwie wystarczyłoby stosować się do standardu opieki okołoporodowej.

Trzeba też wyraźnie powiedzieć, że jest duża część kobiet oczekujących na „sprawne”, szybkie  ukończenie porodu najlepiej w 2-3 godziny. One również mają prawo prosić o znieczulenie, a nawet o cięcie cesarskie. Nadal uważam, że powinny być one rzetelnie poinformowane przez personel medyczny o ewentualnych skutkach aktywnego prowadzenia porodu i to akceptują. Mają prawo prosić o taki sposób postępowania. Wówczas powinny czuć się współodpowiedzialne za takie decyzje. Każda bowiem ingerencja w naturalny przebieg porodu może być przyczyną kolejnych problemów medycznych. Proponuję wpisywać w dokumentację medyczną, że taką ingerencję zaplanowano po decyzji rodzącej poinformowanej o możliwych powikłaniach. Wtedy i lekarze mogliby być spokojni, że ich pacjentka, domagając się terapii, podpisem zaakceptowała możliwe problemy wymagające dalszej terapii.


1Irena Chołuj – położna od 1964 r. Absolwentka Akademii Medycznej. Nauczyciel warszawskiej szkoły położnych w latach 1980-1998. Jako pierwsza położna w powojennej Polsce, od stycznia 1989 r. zaczęła przyjmować planowane porody domowe. Profesor Fijałkowski nazwał ją „matką porodów domowych końca XX wieku” Od 1989 r. członek zarządu Stowarzyszenia na rzecz Rodzenia i Karmienia. Niezależna położna zrzeszona w Niezależnej Inicjatywie Rodziców i Położnych „Dobrze Urodzeni”. Przyjęła ponad 12 tysięcy porodów szpitalnych i ponad pół tysiąca dzieci w domach ich rodziców. Popularyzuje porody naturalne dzieląc się swoim doświadczeniem i wiedzą z położnymi i młodymi rodzicami. Autorka dwóch książek: „Poród w domu” (1992) i „Urodzić razem i naturalnie”(2008).

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

BRAK KOMENTARZY

Odpowiedz