Pin It

W ciąży skóra potrzebuje specjalnego traktowania. Na bok musimy odstawić zawiesiste mleczka o agresywnych składzie i chemicznym zapachu. Chętnie skłaniamy się wtedy w stronę łagodnych płynów micelarnych.

Mają one tą przewagę nad mleczkami, że nie natłuszczają cery ani nie zatykają porów. Jednocześnie górują nad tonikami, bo nie wysuszają i nie podrażniają skóry. Płyny micelarne można stosować do każdego rodzaju cery. Ich dodatkowym atutem jest zwykle nieinwazyjny zapach, a czasem i hipoalergiczny skład.

Pierwszy testowany przeze mnie płyn micelarny to Lirene z witaminą C. Dostałam go w prezencie, w sklepie kosztuje kilkanaście złotych. Płyn nie ma zapachu, zawiera drobne cząsteczki usuwające makijaż, glicerynę, ekstrakt z miodu i D-panthenolu. Witamina C ma rozjaśniać i regenerować skórę. Mówiąc szczerze, nie zauważyłam efektu regeneracji. Wierzę również na słowo producentowi, jeśli chodzi o cząsteczki usuwające makijaż – płyn jest jednolity, nie zawiera żadnych widocznych gołym okiem cząsteczek. Świetnie sprawdza się za to przy swoim podstawowym zadaniu – usuwaniu makijażu. Do tego lekko nawilża skórę, nie natłuszczając jej. Oceniłabym go więc na piątkę z minusem, z zastrzeżeniem, że do demakijażu oczu (gdy używamy wodoodpornej mascary) warto wybrać inny kosmetyk. Ja stosuję olejek kokosowy.

Płyn miceralny 2 w 1 ma też w swojej ofercie Yves Rocher. Kosztuje ok. 30 zł. W składzie ma wyciąg z agawy, z soku klonu, betainę i wodę z hemameisu – dla niejednej każdy z tych składników może brzmieć zagadkowo, a na opakowaniu producent umieszcza tylko szczątkowe informacje po polsku – nie zaszkodziłaby dodatkowa ulotka informacyjna. Część składników pochodzi z upraw bio, a jak wiadomo, nie tylko w ciąży pochodzenie i sposób zbioru składników mają duże znaczenie. Kosmetyk poleca się do cery normalnej, mieszanej i odwodnionej, czyli akurat typów najczęściej występujących w ciąży. Podobnie jak płyn Lirene, jest skuteczny, ale nie można po nim oczekiwać natychmiastowego zmycia kosmetyków wodoodpornych. Mam wrażenie, że na skórze pozostawia nieco bardziej tłustą warstewkę, za czym nie przepadam, ale być może osobom o suchej skórze przypadnie to do gustu. Produkt ma przyjemny, leciutki (ogórkowy?) zapach i bardzo ładne, choć niezbyt poręczne w podróży, opakowanie. O ile produkt Lirene stosowałam wiele razy w ciągu dnia, np. po powrocie do domu czy rano, płyn Yves Rocher wydaje mi się nieco bardziej inwazyjny, dlatego (szczególnie, gdy na twarzy pojawiały się wypryski) stosowałam go najwyżej raz dziennie.

Podsumowując, cena i skład przemawiają za kosmetykiem Lirene. Osoby o bardzo suchej skórze, które są w stanie dopłacić za ładne opakowanie i kilka (z kilkunastu…) składników z upraw bio, powinny jednak sięgnąć po produkt Yves Rocher.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

BRAK KOMENTARZY

Odpowiedz