Pin It

W ciąży rzadko decydujemy się na farbowanie włosów i inne inwazyjne zabiegi. To więc doskonały czas na kurację, mającą odbudować zniszczone włosy i przygotować je na kolejne zabiegi, które z pewnością czekają je w przyszłości.

Do tego zadania świetnie nadają się serum z serii „fryzjerskich”. Są zwykle bardziej skuteczne, niż te dostępne w każdej drogerii, choć też niestety droższe. Przetestowałyśmy dwa takie preparaty.

Pierwszy to Absolut Repair Cellular L’oreal Professionnel. Kosztuje aż 60 zł za malutką buteleczkę. W rzeczywistości jednak każdorazowo mamy – jak zaleca producent – użyć porcji wielkości małego paznokcia, więc produkt wystarcza… nawet na dwa-trzy miesiące (zależnie od długości włosów). Płacimy więc w sumie podobnie, jak za „zwykłą” odżywkę, zyskując w tym czasie jakość profesjonalnego produktu. L’oreal Prosessionnel zawiera wzmacniające włosy ceramidy, filtr UV i składniki chroniące włosy przed zniszczeniami. Co ciekawe, na takich specjalistycznych produktach nie przeczytamy niczego o składzie, również nie wiele informacji znajduje się w internecie. To różni je od produktów drogeryjnych. Jednak najważniejsze, że Repair Cellular naprawdę działa. Małą porcję kosmetyku w formie olejku wmasowywałam we włosy (ze szczególnym uwzględnieniem końcówek) po ich umyciu. Włosy łatwiej się rozczesywały, były bardzo lśniące, sprawiały wrażenie zdrowych. Po dłuższym stosowaniu zauważyłam jednak coś, na co zwracają też uwagę internautki – produkt nie może zastąpić tradycyjnej odżywki. Może ułatwiać rozczesywanie i „wizualnie” poprawiać kondycję włosa, a to wszystko dzięki zawartym w nim silikonom i substancjom czynnym powierzchniowo. Wnętrze włosa pozostaje przy tym bez zmian, dlatego, jeśli chcemy uzyskać pozytywny efekt, powinnyśmy dodatkowo zaopatrzyć się w odżywkę lub zastosować kurację olejem kokosowym, arganowym czy oliwą z oliwek. W Absolut Repair dodatkowo bardzo podobał mi się słoiczek – jest naprawdę ładny i dobrze zaprojektowany, aż chce się mieć go na półce.

 

Drugi testowany przeze mnie produkt to Goldwell Kerasilk za ok. 40 zł. Opakowanie pozostaje daleko w tyle za L’oreal – o ile w tamtym przypadku internauci żartowali, że firma postanowiła designerskim opakowaniem usprawiedliwić wysoką cenę, tu za niewiele mniej dostajemy brzydką, „tanią”, nieestetyczną buteleczkę. Rozbawiło mnie umieszczone na niej zalecenie producenta: „stosować, w zależności od kondycji włosów, odpowiednio mniej lub więcej kosmetyku”. Butelkę za jednym razem? Porcję wielkości główki szpilki? Tego nie wiadomo. Serum ma banalną konsystencję białego kremu i niezbyt zachęcający, trochę duszący zapach. O składzie nie dowiemy się niczego, poza tym, że na początku listy składników jest silikon (oskarżany niekiedy o pogarszanie w dłuższej perspektywie kondycji włosów), a na kolejnym – alkohol denaturowy. To znacznie ostudziło mój zapał, by płacić za taki skład 40 złotych. Produkt rzeczywiście ułatwia rozczesywanie, włosy stają się też gładsze, mniej niesforne. Nie polecałabym go jednak na co dzień z uwagi na szkodliwy skład.

Zdecydowanie ten konkurs wygrało serum L’oreal. Ale uwaga! Choć takich informacji wciąż jest mało, niektórzy badacze przestrzegają przed stosowaniem silikonów w ciąży i w okresie karmienia. Dlatego warto szczególnie w tym czasie sięgać po nie sporadycznie. Producenci nie palą się do zamieszczania informacji o silikonach na buteleczkach z odżywkami, dlatego warto sprawdzać skład. Nazwy najgroźniejszych silikonów to Cyclomethicone i Cyclopentasiloxane.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

BRAK KOMENTARZY

Odpowiedz