Pin It

„W domu jest łatwiej, intymniej, normalniej, lepiej” – pisze jedna z kobiet, która rodziła w domu i swoje wspomnienia umieściła w książce „Domowe narodziny. Fanaberia szaleńców czy powrót do normalności?”. Na temat porodów domowych rozmawiamy z Ewą Janiuk – współautorką tej książki oraz położną, która od ponad dziesięciu lat pomaga dzieciom narodzić się w domowym zaciszu.

W książce „Domowe narodziny. Fanaberia szaleńców czy powrót do normalności?” możemy przeczytać, że najpiękniejsze i najlepsze porody są wtedy, kiedy nie przeszkadza się naturze. Czym są teraz domowe narodziny – fanaberią szaleńców czy powrotem do normalności?

Lgną do mnie te osoby, dla których poród w domu jest czymś normalnym, więc przy tym pytaniu nie będę obiektywna. Ci, którzy twierdzą, że jest to fanaberia, nie chcą ze mną dyskutować, ponieważ mam wiele merytorycznych argumentów. Obserwuję jednak, że coraz więcej osób rozmawia na ten temat spokojnie, normalnie, rzeczowo. Wokół mnie jest jednak więcej ludzi, którzy postrzegają porody w domu bardziej jako coś naturalnego niż fanaberia.

Co jest najistotniejsze w porodach domowych?

Gdybym miała ująć to jednym słowem, byłaby to po prostu normalnośćPoród domowy to normalna sytuacja, w normalnym otoczeniu, całkowicie normalna również pod kątem biologicznym. Nikt (mam na myśli dwoje zdrowych ludzi) nie idzie do szpitala po to, aby począć dziecko. Poród w domu jest dla nich dalszym ciągiem tego procesu. Najprawdopodobniej normalne dla nich będzie to, aby w przyszłości oni albo ich bliscy umierali w domu. Dla nich życie jest normalnością. Poród to jeden z elementów takiego życia.

Jak się przygotować do porodu w domu?

Dobre przygotowanie do porodu w domu wynosi się z hierarchii wartości całej rodziny. Tego nie da się wyszkolić. Wszystko to, co kieruje porodem, to procesy zakodowane na najgłębszych pokładach naszej podświadomości. Nasza świadomość nie jest w stanie tego zmienić.

Nawet osoba, która przejdzie przez 10 kursów i przeczyta tysiące książek na ten temat, nie jest w stanie zmienić swoich wcześniejszych doświadczeń. W momencie samego porodu nie będzie ona mogła wiedzy czysto teoretycznej przenieść na coś, co jest jej własne, wynikające z niej samej.

Tego nie da się wyuczyć, ani się do tego przygotować. Z mojego doświadczenia wynika, że osoby, które bardzo racjonalnie pochodziły do tego tematu, miały z reguły spory problem z urodzeniem w domu.

Z czego to może wynikać?

Jeżeli chcemy rodzić naturalnie, powinniśmy odłączyć od siebie naszą świadomość i dać się ponieść temu, co jest w nas. Mamy pójść z falą. Podobnie jest zresztą z sytuacją, gdy chcemy mieć udane zbliżenie dwojga ludzi. Nie możemy opierać tego na określonym standardzie postępowania, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie. I dokładnie tak samo jest z porodem – to są te same hormony i te same zależności.

Często wspomina Pani w swojej książce, że dopóki rodzice dziecka nie przekonają Pani o ich potrzebie rodzenia w domu, to nie ma Pani podstaw do tego, aby podjąć się tego zadania.

Tak, rodzice muszą mnie przekonać, że jest im to potrzebne. Swoją postawą i sposobem życia muszą mnie przekonać, że ten poród będzie w domu bezpieczny. Po kilku miesiącach naszej znajomości wiem, czy poród w domu ma rację bytu.

Po czym Pani rozpoznaje, że para jest faktycznie gotowa na to, aby przyjąć swoje dziecko w domu?

Intuicja. Niektórzy rodzice już po kilku spotkaniach ze mną stwierdzają, że jednak nie podejmą się tego, by rodzić w domu. U innych taka decyzja może pojawić się dopiero po upływie dłuższego czasu. W kwestionariuszu wywiadu, który z nimi przeprowadzam, jest wiele pytań dotyczących ich hierarchii wartości, poziomu wiedzy, stylu życia. Natomiast jeżeli ktoś chce rodzić w domu tylko ze względu na modę, to wyjdzie to w ciągu kilku naszych spotkań.

Czy można zauważyć taki trend?

Tak. Zdarzało się, że kobiety przeczytały gdzieś artykuł o tym, że ktoś urodził w domu i w związku z tym one też by tak chciały.

Jacy są rodzice, którzy decydują się na poród w domu?

Nietuzinkowi.

Co to oznacza?

Są skrajnie różni. To są nietuzinkowi ludzie, ponieważ są tak oryginalni, że nawet nie można ich w żaden sposób zaszufladkować. Jeżeli miałabym znaleźć ich punkt wspólny, to na pewno jest to odpowiedzialność. Chcą brać odpowiedzialność za siebie, za dziecko, nie chcą obarczać tym innych i nie chcą, aby ktoś narzucał im swoją wolę. To ludzie którzy nie dają się podpiąć w jakiekolwiek sztampy, rygory, ale doskonale znoszą też inne zasady, wynikające np. z ich wiary.  Zasady panujące w szpitalach rozumieją natomiast w ten sposób, że kobieta jest tam jedną z tysiąca rodzących. Jak powiedziała mi jedna z matek rodzących w domu: „To jest mój jeden jedyny, wyjątkowy poród i nawet jeżeli będę mieć sześcioro dzieci, to każde z tych wydarzeń jest dla mnie jedynym w swoim rodzaju oraz jedynym dla tego dziecka i w związku z tym to ja muszę brać za to odpowiedzialność”. Robiąc bilans zysków i strat, wychodzą z założenia, że poród w domu jest dla dziecka lepszy. To są ludzie silni. W większości przypadków są to osoby o dużej wrażliwości, ale i o bardzo dużej sile wewnętrznej.

Zdarzają się przypadki, że ktoś się rezygnuje z porodu w domu na krótko przed jego terminem?

Chyba tylko raz miałam taką sytuację, ale dotyczyło to rodziców, którzy nie byli do końca przekonani do porodu w domu. Akurat w tym czasie, kiedy przygotowywali się do porodu, zdarzyła się bardzo przykra sytuacja w ich najbliższym otoczeniu, związana ze śmiercią dziecka ich przyjaciół. Było to tak traumatyczne przeżycie dla nich i całej rodziny, że stwierdzili, że nie byliby w stanie wytrzymać lęku i presji najbliższych. W związku z tym stwierdzili, że ze względu na dobro wszystkich, zdecydują się urodzić w szpitalu.

W swojej książce opisuje Pani również sytuacje, że nie udaje się Pani zdążyć na czas porodu i kobiety rodzą po prostu same.

Miałam trzy takie sytuacje w życiu. Pierwsza z nich została opisana w książce, w drugim przypadku weszłam do mieszkania już na sam moment rodzenia się dziecka, za trzecim razem przyjechałam już po narodzinach, chociaż tutaj akurat przy porodzie była obecna inna położna. Ważne jest, aby przy porodzie nie przeszkadzać i nie panikować, bo jeżeli wszystko dzieje się tak naturalnie i dziecko pcha się na świat tak szybko, tzn. że są ku temu warunki. W takiej sytuacji cała filozofia opiera się na tym, aby nie przeszkadzać oraz, aby nie zrobić dziecku krzywdy, tzn., aby w momencie kiedy się rodzi, asekurować je i osłonić przed wyziębieniem.

Kiedy stałam w korku i wiedziałam już, że nie zdążę, byłam świadoma ile informacji ma kobieta, z którą miałam do czynienia przez wiele miesięcy i wiedziałam, że nie zrobi ona niczego, co mogłoby zagrażać jej i dziecku. Był to dla mnie największy egzamin, czy wierzę, że to jest naprawdę fizjologia.

Czy zdarzają się przypadki, że podczas porodu decyduje Pani, że lepiej byłoby jednak przenieść się z domu do szpitala? Jakie to mogą być sytuacje?

Tak, najczęściej w sytuacji braku postępu porodu, czy przy słabej czynności skurczowej, co automatycznie powoduje wydłużenie porodu. Jeżeli jest zachowany pęcherz płodowy, a czynność skurczowa jest słaba, to nie stanowi to problemu i jeżeli kobieta nie jest zmęczona i wszystko jest w porządku, to można wtedy spokojnie czekać. W sytuacji jednak, gdy odpłynął płyn owodniowy i brakuje czynności skurczowej, to jest to już wskazanie do przewiezienia do szpitala. Do placówki pojedziemy też w przypadku, jeżeli jest problem ze wstawianiem się dziecka w kanał rodny oraz gdy są symptomy wskazujące na to, że może być problem z tętnem dziecka. Jeżeli wypłynęły zielone wody płodowe, tzn. że musiało wcześniej dojść do niedotlenienia i to też jest już sygnał, aby jechać do szpitala. Podobnie będzie w przypadku, gdyby zdarzyło się, że ciśnienie rodzącej podwyższa się na ponad 140/90. Tych sytuacji jest dużo, dlatego podaję tylko przykłady. Najczęściej są one omawiane z ciężarną przygotowującą się do porodu, zaznaczam jednak, że nie jestem w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji i jeżeli tylko się pojawią, to zdecydujemy się jechać do szpitala.

Kiedy nie można rodzić w domu?

Wtedy, kiedy nie jest to ciąża przebiegająca fizjologicznie, mamy obciążony wywiad położniczy, jeżeli występują niektóre choroby współistniejące, jakieś wątpliwości związane z przebiegiem ciąży i wynikami badań – są to wskazania do tego, aby rodzić w szpitalu. Listę zagrożeń należy po prostu przedyskutować, dlatego że nawet dwa czy trzy wskaźniki mówiące nam o tym, że jest lekki stan zagrożenia są mniejszym przeciwwskazaniem, niż wtedy, kiedy jest jeden, bardziej nasilony objaw. Jeżeli ciąża i poród wykraczają poza fizjologię, to na pewno nie rodzimy w domu.

Dom – jak uczynić z niego miejsce porodu, jak go przygotować?

Jeżeli w danym domu ludzie mieszkali przed urodzeniem się dziecka i są tam do tej pory, a następnie mają zamiar przebywać tam z noworodkiem, to co tam jest potrzebne do porodu? Nic. Z praktycznych rzeczy związanych z porodem zalecam jedynie przygotowanie dwóch butelek po wodzie mineralnej z lodem, ponieważ gdyby pojawił się problem z obkurczaniem macicy, to wtedy doskonale działa to jako okład. Przydaje się też mała lampka, aby było dobre oświetlenie miejscowe i można było sprawdzić, czy nie ma obrażeń krocza. I to jest właściwie wszystko. W każdym normalnym domu są czyste pieluszki dla dziecka, są przygotowane ubranka, jest jakiś koc, ręcznik, a jeżeli podłoga jest tak skonstruowana, że mogłaby się zaplamić wodami czy krwią, to wtedy można np. rozścielić folię. Nic szczególnego nie potrzeba, wszystko znajdzie się w domu.

A co ze sprawami formalnymi – lekarz, pediatra, badania?

Przed porodem należy skontaktować się z pediatrą, aby uzgodnić z nim kwestię zbadania dziecka w pierwszych 24 godzinach życia, czyli musi to być lekarz, który zgodzi się być dyspozycyjnym w terminie porodu. Lekarz pediatra nie musi być obecny przy samym porodzie. Pierwsze badanie dziecka powinno się odbyć w pierwszej dobie jego życia, a nie przy samym porodzie, co na ogół powoduje, że nie jest zachowany pełny kontakt skóra do skóry. Dziecko, które się narodziło, jest ocenione przez położną i może być spokojnie badane po upływie trzech godzin od porodu, to nie musi być zrobione natychmiast.

W książce często podkreśla Pani, że zajmuje się Pani przyjmowaniem, a nie odbieraniem porodów. Jaka jest różnica między tymi pojęciami?

Wynika to z tego, po której stronie jest aktywność w czasie porodu. Jeżeli poród przebiega naturalnie, to nie trzeba tutaj ingerować, ponieważ wszystko dzieje się samo. Różnica polega na tym, że w czasie porodu, to nie ja steruję i mówię co robić – to kobieta rodzi, a ja nic w tym momencie nie robię, tylko czekam na to, aby (w moje ręce albo w ręce mamy) urodziło się dziecko. W pełnym tego słowa znaczeniu – jeżeli stoję z wyciągniętymi rękami, nie ingeruję i nie nakazuję, to w tym momencie przyjmuję poród. Natomiast jeżeli kobieta rodzi, a ja w jakikolwiek sposób manewruję, to odbieram to dziecko, a posługując się metaforą –odbieram poród matce. U kobiety pojawia się później przekonanie typu: „Nie urodziłabym, gdyby nie pani”. Różnica między tymi dwoma pojęciami polega na tym, że jest to poród danej kobiety i ona ma go przeżyć ze wzmocnioną własną siłą, że to ona urodziła, że to był jej poród, a ja – położna – tylko przy niej byłam.

Na zakończenie – jakie są dzieci urodzone w domu?

Obserwuję, że dzieci urodzone w domu faktycznie są spokojniejsze, bo nie mają wokół bodźców, które mogłyby je w jakikolwiek sposób stresować. Jeżeli nie ma przekładania ich wbrew prawom grawitacji, nie ma bodźców świetlnych w postaci lampy, to dziecko nie ma powodów do tego, aby krzyczeć. Jeżeli jest ono od razu otulone, to nie ma okazji do tego, aby zmarzło, a skoro leży od razu w ramionach mamy, to dlaczego miałoby płakać? Takie sytuacje sprawiają, że dziecko będzie spokojne. W warunkach szpitalnych, gdyby bardzo chcieć, to wszystko również jest możliwe. Miałam to okazję obserwować. Ważne jest umożliwienie dzieciom powolnego, płynnego, bezpiecznego wejścia z jednego świata w drugi, co na pewno jest dla niego nieporównywalnie mniejszym stresem. Kolejną kwestią jest kontakt skóra do skóryodpępnianie po ustaniu tętnienia, badania na brzuchu mamy, zamiast natychmiastowego zabierania dziecka, co sprawia, że noworodek ma czas, aby stopniowo się zaaklimatyzować. Większość z tych rzeczy jest ujęta w standardzie opieki okołoporodowej. Dzieci dobrze urodzone nie muszą wcale płakać.

Ewa Janiuk położna

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

BRAK KOMENTARZY

Odpowiedz