Pin It

„Chciałabym, aby powszechnie było wiadomo, że porody domowe są bezpieczne i bardzo dobrze przygotowane” – mówi Katarzyna Oleś, położna niezależna, współzałożycielka i prezes Stowarzyszenia Niezależna Inicjatywa Rodziców i Położnych „Dobrze Urodzeni”. W wywiadzie dla Siostry Ani mówi o swojej pracy, trendzie na prowadzenie ciąży przez położną oraz o porodach w domu.

Zawód położnej najczęściej kojarzony jest po prostu z pracą na oddziale położniczym i sali porodowej. A co to właściwie oznacza być położną niezależną?

W różnych miejscach jest to różnie rozumiane. Na świecie o położnej niezależnej mówi się, że jest to położna pracująca poza systemem, tzn. najczęściej nie pracuje ona w żadnym szpitalu, prowadzi wyłącznie własną praktykę, choć jej praca może być także opłacana przez ubezpieczalnie. W Polsce to wygląda trochę inaczej, ponieważ niewiele z nas pracuje wyłącznie we własnej praktyce, a NFZ, jak się wydaje, nie ma zamiaru refundować porodów w domu. Większość naszych koleżanek, które zajmują się opieką nad kobietami w ciąży i rodzącymi, także pracuje w jakiejś państwowej placówce służby zdrowia, czyli w szpitalu albo poradni. W Polsce ciągle trwa dyskusja na temat tego, kogo właściwie nazwać położną niezależną. Na pewno jest to położna, która przyjmuje porody w domu i też takie pojęcie funkcjonuje najpowszechniej. Czemu jednak nie nazwać tak np. koleżanek, które pracują samodzielnie, opiekują się kobietami w ciąży i po porodzie, ale samego porodu nie przyjmują? Albo jak nazwać koleżanki, które pracują w szpitalu, ale myślą bardzo niezależnie, przeciwstawiają się wielu rzeczom, ciągle się szkolą w naturalnym spojrzeniu na poród i próbują zmieniać rzeczywistość od środka tego systemu? Mamy więc wiele wątpliwości, chociaż głównie kojarzy się to z położną, która zajmuje się przyjmowaniem porodów w domu.

A co jeżeli chcemy rodzić w asyście położnej niezależnej, ale poza warunkami domowymi – czy jest w ogóle taka możliwość?

Tak, w tej chwili otwarty jest oddział prowadzony przez położne w szpitalu Św. Zofii w Warszawie pod nazwą Zielona Linia i jest to aktualnie jedno z niewielu takich miejsc. Całkiem niedawno rozpoczął pracę Dom Narodzin w Wołominie. Obecnie są tylko te dwa miejsca w kraju, gdzie wyłącznie położne opiekują się rodzącymi, a w razie potrzeby konsultują się z lekarzami, co wynika zresztą z uwarunkowań prawnych.

Szukasz poradnika na czas ciąży- Chcesz - matras

Co w ogóle sprawia, że położne wybierają taką drogę zawodową?

To brak zgody na zastaną sytuację. Przez wiele lat system opieki nad matką i dzieckiem pozostawiał wiele do życzenia. W momencie, gdy zaczęto walczyć o to, aby porody były pod kontrolą medyczną i były coraz bezpieczniejsze, zupełnie zapomniano o tym, że w czasie porodu rodzi konkretna kobieta i rodzi się bardzo konkretne dziecko oraz, że ta mama i dziecko to unikalna para, dodatkowo osadzona emocjonalnie w specyficznej sytuacji rodzinnej. Jest w tym wszystkim bardzo dużo indywidualnych czynników, które mają wpływ na to, jak poród będzie przebiegał. Trochę zgubiliśmy tę wiedzę i umiejętność czytania tych sygnałów, stawiając na szpitalny poród, gdzie kobietę traktuje się znacznie mniej indywidualnie. Trudno sobie wyobrazić, aby w szpitalu traktowano kobietę tak indywidualnie, jak w jej środowisku domowym.

Poza tym istnieje jeszcze taka różnica, że położna niezależna jest gościem w domu danej rodziny. Oznacza to, że zmienia się bardzo sytuacja psychologiczna położnej – ona nie jest już u siebie w pracy, na swojej porodówce, gdzie wie co gdzie się znajduje czy zna wszystkie dźwięki. Kiedy przychodzimy do czyjegoś domu to sytuacja się odwraca, dlatego że to dla kobiety jest znajome otoczenie, a my nie jesteśmy u siebie. I to ma bardzo duże znaczenie dla tego, jak przebiega poród oraz jak zachowuje się położna.

A jak było w Pani przypadku? Dlaczego akurat „położna niezależna”?

W 1990 roku założyłam jedną z pierwszych prywatnych szkół rodzenia. Ludzie przychodzili do mnie w zasadzie na indywidualne zajęcia – prowadziłam zajęcia dla dwóch czy jednej pary. Czułam, że lepiej łapię wtedy z nimi kontakt, że jest to zupełnie inna praca niż wtedy, gdy mam większą grupę. W związku z tym byłam w dosyć bliskich relacjach z osobami, z którymi się spotykałam. Jedna z par zaproponowała mi uczestnictwo w porodzie domowym, ale wtedy zbulwersował mnie ten pomysł. W tamtych czasach, jeżeli w ogóle słyszało się o porodach domowych, to na ogół w atmosferze lekkiego skandalu, ryzykownego szaleństwa związanego z nieodpowiedzialnością rodziców. Poza tym nie wspominano nawet o takiej opcji w szkołach dla położnych. Bardzo mnie to wtedy wzburzyło i odmówiłam. Okazało się jednak, że jakoś zaczął mi ten pomysłw głowie pracować i zaczęłam szukać informacji na ten temat, choć było to dość trudne, bo nie było jeszcze wtedy żadnych polskich źródeł. Następnie pojechałam na kurs szkoły rodzenia do profesora Włodzimierza Fijałkowskiego, który skontaktował mnie z pewną panią z Łodzi, która przyjmowała porody domowe.

Porody domowe nie były jeszcze wtedy usankcjonowane prawnie. Stało się to dopiero w 1996 roku, ale też nie było wtedy dostosowanej do współczesnych warunków ustawy o wykonywaniu zawodu położnej. Pracowałyśmy wtedy na ustawie z 1932 roku. Mniej więcej po dwóch latach szukania różnych informacji, poczułam się na tyle gotowa, aby na kolejne zaproszenie do domowego porodu odpowiedzieć już pozytywnie. Skontaktowałam się wtedy ze stowarzyszeniem działającym na rzecz porodów domowych tj. Stowarzyszeniem na rzecz Naturalnego Rodzenia i Karmienia, w którym działały położne, pracujące w domu, m.in. Irena Chołuj.

Z czasem coraz bardziej zwiększała się  grupa dziewczyn przyjmujących porody w domu, a najlepszy moment był wtedy, gdy na Śląsku były to cztery położne. W tej chwili powoli wracamy do tej liczby. I tak później rodzice sami przekazywali sobie informację o porodach domowych, stąd tych zaproszeń od nich było coraz więcej. Pierwszy poród domowy przyjęłam w 1992 roku.

Na stronie Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni” znajduje się lista położnych niezależnych, pracujących w danym rejonie. Ile ich właściwie jest?

Tego do końca nie wiemy, mogę mówić tylko o dziewczynach, które są zrzeszone w Stowarzyszeniu. W tej chwili porody domowe w Polsce przyjmuje aktywnie kilkanaście dziewczyn. Niektórym się to zdarza, więc w sumie możemy mówić o ok. 20 położnych, które przyjmują porody domowe.

Tych jednak, które pracują niezależnie, czyli np. prowadzą opiekę przedporodową i zajmują się kobietą i dzieckiem po porodzie, jest więcej. Jest też kilka położnych w Polsce, które przyjmują porody domowe dość regularnie i nie są zrzeszone, ale to są ok. 2-3 osoby.

W Europie Zachodniej zawód położnej niezależnej jest dosyć popularny. Czy można zauważyć, aby u nas również zmieniała się świadomość na temat wykonywania tej profesji właśnie w ten sposób?

Wydaje mi się, że jest trochę większa świadomość na temat tego, kim w ogóle jest położna, bo to wcale nie jest tak oczywiste. Ludzie, którzy nie są w wieku rozrodczym, na ogół mylą położną z pielęgniarką, jest to dla nich zupełnie tożsame i często nie mają pojęcia, że jest to osobny zawód. Czasami nawet lekarze mylą położną z pielęgniarką. Ten bałagan jest spowodowany tym, że przez wiele lat położne pracowały na różnych oddziałach  w ogóle niezwiązanych z położnictwem i ginekologią, w tej chwili jednak już się z tego wycofujemy. Wśród samych położnych świadomość ta zmienia się o tyle, że dziewczyny są coraz częściej zainteresowane tym, jak w ogóle ta praca wygląda. Gdy robimy jakieś szkolenia, to chętnie na nie przychodzą. Dostajemy też sporo e-maili do Stowarzyszenia z pytaniami jak zacząć działalność. Widzę więc, że zainteresowanie jest, ale też niewiele z tych kobiet decyduje się później na przyjmowanie porodów domowych, pomimo tego, że w tej chwili jest to już jedna z oficjalnych możliwości urodzenia dziecka jako poród pozaszpitalny. Wymaga to jednak sporego samozaparcia, tego, aby być pod telefonem 24 godziny na dobę. Dodatkowo trzeba wziąć pod uwagę, że nie można z tego na początku wyżyć i trzeba gdzieś jeszcze pracować, a jedno z drugim strasznie trudno jest ze sobą pogodzić, tym bardziej, że rzadko jest tak, aby położne domowe były np. dwie czy trzy w jednym miejscu.  To niełatwa sytuacja, bo w wielu regionach Polski pracują pojedyncze położne.

Po drugie, poród domowy wcale nie jest tak bardzo akceptowany, szczególnie przez środowisko medyczne. Położne, które decydują się na przyjmowanie porodów domowych, muszą się liczyć z ostracyzmem lub z tym, że bez przerwy będą krytykowane, więc jest to odważna decyzja. Nie mówiąc już o tym, że dziewczyny się po prostu boją, ponieważ nikt nas niestety nie uczył pracować samodzielnie – dopiero teraz na studiach wyższych położniczych uczy się jak samodzielnie prowadzić poród fizjologiczny. Dawniej szkolono nas do pracy pod nadzorem lekarza i nadal wiele dziewczyn w ten sposób właśnie pracuje. Trudno więc mówić o tym, jak zmienia się  świadomość, chociaż z  mojego punktu widzenia ekipa rośnie.

A z punktu widzenia osób, które spodziewają się dziecka?

Bardzo trudno jest znaleźć w Polsce położną, która przyjmuje porody w domu. Geograficznie to wygląda tak, że w tej chwili na Śląsku pracujemy we czwórkę, przy czym obejmujemy cały Śląsk, trochę Małopolski i rejony Częstochowy. W Krakowie pracuje jedna, w porywach dwie położne, w Opolskim również jest jedna. I na południu Polski to wszystko.

A północ?

Na północy jest jeszcze gorzej. Jest jedna koleżanka w Słupsku, jedna w Szczecinie i jedna w Gdyni i na tym się kończy. Następnie jedna w Pile, cztery w Poznaniu  i siedem w Warszawie. W Warszawie jest łatwiej, chociaż w tej chwili dziewczyny mają zapełnione kalendarze do końca roku. Tak więc znalezienie położnej do porodu domowego nie jest łatwe. Dużo mamy zgłoszeń np. z okolic Kielc, Rzeszowa – tam w ogóle nie mamy nikogo.

Abstrahując od porodu w domu – czy pojawiają się zgłoszenia związane po prostu z opieką okołoporodową?

Tak, tego rodzaju zgłoszeń mamy bardzo dużo i też sporo położnych się tym zajmuje. Są to często położne, które prowadzą swoją szkołę rodzenia i opiekują się też indywidualnie kobietami w ciąży, ale porodu domowego nie przyjmują.

W tej chwili zaczyna się też dosyć mocny trend na prowadzenie ciąży przez położną, jest tutaj nawet większe zainteresowanie ze strony kobiet, niż ze strony położnych. Jest to jednak u nas coś nowego, więc pojawia się na ten temat coraz więcej pytań. Bardzo dużo się tutaj zmienia w związku z powrotem wielu kobiet z emigracji. W Niemczech, Francji, Anglii, Holandii jest powszechne, że kobieta w ciąży jest pod opieką położnej, a jej kontakt z lekarzem jest mniejszy. Część kobiet jest tym bardzo zbulwersowana i prowadzą tzw. turystykę ciążową, np. z Wielkiej Brytanii do Polski, aby spotkać się z lekarzem. Ale przyjeżdżają też takie, które za granicą były pod opieką położnej i w następnej ciąży, już po powrocie do Polski, również szukają takiej możliwości.

W jednym z wywiadów wspomniała Pani, że niewielu położników w sposób otwarty akceptuje Waszą pracę i wynika to najczęściej z braku wiedzy na jej temat. Co w takim razie powinno się o niej wiedzieć?

Przede wszystkim chcemy przekazać, że nasza praca odpowiada na indywidualne potrzeby, ale także, gdy spojrzymy na nią z czysto medycznego punktu widzenia, jest bardzo bezpieczna. Mamy świetne statystyki – od ponad 20 lat w Polsce nie było żadnego poważnego stanu zagrożenia matki ani dziecka przy porodzie domowym. Prowadzimy bardzo restrykcyjną kwalifikację do porodów domowych, robimy dodatkowe badania, których nie robi się przy porodach szpitalnych, więc jest to naprawdę bardzo przemyślana decyzja i ze strony rodziców, i ze strony położnej. Wiąże się to z tym, że jako położna wiem, że jeżeli czegoś nie dopatrzę w ciąży, to późnej będę musiała się z tym zmierzyć w czasie porodu. Naprawdę wkładamy duży wysiłek w to, aby te porody były bezpieczne i są bezpieczne. Mamy na to bardzo konkretne dowody w postaci statystyk. Przykre jest to, że środowisko medyczne średnio jest tymi statystykami zainteresowane. Często też spotykamy się z takimi zarzutami, że, gdy coś w czasie porodu nie idzie tak, jak powinno, to wtedy „podrzucamy” rodzącą do szpitala. Wydaje mi się to dość zabawne, ponieważ po to jest właśnie szpital, aby jak się pojawiają jakieś problemy, to je rozwiązywać – tak został pomyślany system referencyjności w służbie zdrowia. To tak, jakby specjalistyczne kliniki skarżyły się, że trafiają do nich najtrudniejsze przypadki. Nie mówiłabym też o „podrzucaniu” – zazwyczaj zjawiamy się z rodzącą i dzieckiem w dobrym stanie i z kompletem dokumentacji medycznej. Wiadomo, że w czasie porodu, nawet najlepiej przygotowanego, mogą wydarzyć się jakieś nieoczekiwane sytuacje.

Na bezpieczeństwo porodów domowych wpływa też to, że przestrzegamy podążania za fizjologią porodu i nie ingerujemy w nią. Jeżeli dzieje się coś wymagającego ingerencji, to mamy ze sobą cały potrzebny sprzęt i w każdej chwili możemy zadziałać, ale tak naprawdę to rzadko z tego korzystamy. U mnie leki, które noszę w torbie, są wymieniane jak stracą ważność, bo nie muszę ich używać. Chciałabym więc, aby powszechnie było wiadomo, że porody domowe są bezpieczne i bardzo dobrze przygotowane. Rodzice, którzy decydują się na takie rozwiązanie są bardzo świadomi i dobrze przygotowani.

Bardzo by nam zależało również, aby lepiej układała się współpraca pomiędzy szpitalami, a niezależnymi położnymi, bo to jeszcze dodatkowo zwiększa bezpieczeństwo. Są już miejsca, gdzie tak się dzieje i myślę, że będzie ich coraz więcej. Polega to na tym, że po prostu informuje się szpital, że w jego rejonie odbywa się poród domowy i w razie potrzeby będziemy transportowały kobietę do tego szpitala. Tak dzieje się na całym świecie i nie widzę powodu, aby u nas miało to nie funkcjonować. Mam nadzieję, że wszystko ku temu zmierza. Nieco wolno, ale w dobrym kierunku, czego przykładem jest współpraca niezależnych położnych ze szpitalem w Poznaniu czy szpitalem Św. Zofii w Warszawie. Na Śląsku trwają jeszcze negocjacje, ale przypuszczam, że też się to uda. W końcu jest to jedna służba zdrowia, a chodzi przecież o dobro kobiety i jej bezpieczeństwo.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

BRAK KOMENTARZY

Odpowiedz