poronienie
Pin It

W Polsce co roku poronienie dotyczy ok. 40 000 tysięcy kobiet – niezależnie od wieku, stanu zdrowia, dbania o siebie i dziecko1. O poronieniu i o tym, jak wspierać rodziców po stracie dziecka rozmawiamy z Katarzyną Henzler-Urbaniak, psychologiem i psychoterapeutą.

Czy poronienie to wciąż temat tabu?

To już się zmienia, bo poronienie dotyczy ogromnej liczby osób. Najnowsze badania pokazują, że doświadcza go ok. 40 000 kobiet rocznie. Według statystyk 10–24% ciąż jest poronionych. To naprawdę duże zjawisko i dlatego coraz więcej się o nim mówi. Kiedyś był to temat zupełnie pomijany, marginalizowany, nawet o nim nie wspominano. Poronienie nie było traktowane jako ważne przeżycie, którego doświadcza kobieta czy cały system rodzinny. Teraz to ulega zmianie.

Trzeba o tym mówić?

Tak, trzeba o tym mówić i wspierać te rodziny, które przez to przeszły. To ważne, bo poronienie jest związane z utratą marzenia posiadania dziecka i z przechodzeniem żałoby. W momencie, kiedy tracimy dziecko, rozpoczyna się proces żałoby, który składa się z kilku faz. Najpierw jest faza szoku powiązana z zaprzeczeniem, wypieranie tego, co się stało. Następnie pojawia się etap dezorganizacji, pogubienia się, poszukiwania siebie od nowa w tej zaistniałej sytuacji. Później jest faza złości, buntu i dalej – smutku. Na końcu powinien nastąpić etap pogodzenia, ale nie wszyscy dochodzą do tego momentu. Czasami rodzice po prostu zatrzymują się na którejś z faz. To zależy od sytuacji, jaka panuje w danym systemie rodzinnym.

Jak długo może trwać ten proces?

To pojęcie względne. Źródła psychologiczne podają, że proces żałoby po śmierci osoby dorosłej powinien trwać od roku do 3 lat. W przypadku utraty dziecka mówi się o tzw. niezakończonym procesie żałoby i nie określa się konkretnych ram czasowych.

Są osoby, które przeżywają poronienie w samotności. Czy mówić o tym, co się stało, swoim bliskim?

Trzeba o tym rozmawiać. Nierzadko, kiedy zaczynamy o tym mówić, okazuje się, że ten problem dotyczy bardzo wielu osób z naszego otoczenia. Często jest tak, że kiedy kobiety mówią o tym swoim mamom czy babciom, to dopiero wtedy dowiadują się, że już wcześniej w rodzinie były takie sytuacje. O tym się nie mówi, a to bardzo istotna informacja nie tylko psychologicznie, lecz także medycznie.

Czy poronienie nie jest trochę lekceważone? Mówisz o nim i słyszysz: „nic się nie stało”, „nie ty pierwsza”, „jeszcze będziesz mieć dzieci”, „przecież masz już jedno dziecko”…

Takie słowa zniechęcają do poruszania tego tematu. Jeśli kobieta słyszy, że „jest jeszcze młoda” albo „następnym razem się uda” to jest to ostatnie, czego ona naprawdę potrzebuje w momencie, kiedy przeżywa stratę dziecka. Jako społeczeństwo nie wiemy, jak się zachować, kiedy słyszymy takie informacje, że doszło do poronienia.

W podręcznikach psychologicznych czytamy, że od utracenia do kolejnej ciąży powinien minąć rok. Zazwyczaj rodzice decydują się na to po ok. pół roku od poronienia, bo tyle czasu potrzebuje organizm, aby zregenerować siły. I to jest mniej więcej czas na przeżywanie żałoby po nienarodzonym dziecku. Istnieje wiele portali, na których można pisać o swoich przeżyciach i w tych miejscach widać, że rodzice mają potrzebę dzielenia się swoimi doświadczeniami.

Wiele kobiet obwinia się za to, co się stało.

Według badań psychologicznych mamy często mają potrzebę dojścia do przyczyn poronienia. Świadomość, że spowodowały je czynniki niezależne od kobiety, zwalnia je z obciążenia psychologicznego.

Poczucie winy w momencie straty jest ogromne. Bardzo często kobiety obciążają się myśleniem, że to one zawiodły. Często cierpią w milczeniu lub mają takie poczucie, że np. partner je obwinia albo że nie są wystarczająco wartościowymi kobietami, skoro nie mogą donosić ciąży. Dlatego dobrze jest o tym mówić i dochodzić do przyczyn poronienia, aby zdjąć z siebie tę odpowiedzialność.

Wspomniała pani o partnerze. Jak mężczyźni przeżywają poronienie?

Najnowsze badania psychologiczne donoszą, że źle. Wynika z nich, że po upływie roku od poronienia 16% kobiet nie wracało jeszcze do wcześniejszego funkcjonowania, natomiast 31% mężczyzn czuło się zupełnie źle. Większość mężczyzn o tym nie mówi i udają, że nie ma problemu. Nie pokazują, że w związku z utratą dziecka czują smutek, złość, gniew, boją się. To wynika z przyjętego wzorca współczesnego mężczyzny – ma być silny i wspierający kobietę. Natomiast wewnętrznie ojcowie przeżywają bardzo silne emocje.

Poronienie i co dalej? Jak sobie z tym poradzić?

Dobrym sposobem jest skorzystanie z pomocy psychologicznej. Przeważnie w szpitalach są psycholodzy, którzy są w stanie udzielić pomocy. Jeżeli nie jesteśmy gotowi na przyjęcie tego wsparcia zaraz po stracie, warto wziąć od nich numer telefonu na później. Na ogół tuż po poronieniu kobiety nie chcą o tym rozmawiać. Później muszą jednak skonfrontować się z nową rzeczywistością. Pomoc psychologiczna przydaje się, kiedy pojawia się faza buntu, złości, smutku. To ważne, aby kobiety wiedziały, gdzie mogą zwrócić się po pomoc. Dobrym rozwiązaniem jest też korzystanie z portali dla rodziców po stracie, gdzie użytkownicy udzielają sobie nawzajem wsparcia, lub uczestniczenie w spotkaniach grup wsparcia dla rodziców w żałobie.

Są takie plemiona afrykańskie, w których umieralność dzieci w trakcie ciąży jest ogromna. Tam matki zapytane o to, ile mają dzieci, biorą pod uwagę nie to, ile dzieci żyje, tylko ile razy były w ciąży. Czyli przykładowo odpowiadają, że mają pięcioro dzieci, z czego dwoje żyje, a troje funkcjonuje w postaci wierzeń albo naturalnych dóbr. To pięknie pokazuje, że gdzieś te dzieci nienarodzone funkcjonują. W Polsce w październiku obchodzimy Dzień Dziecka Utraconego. Rodzice zapalają wtedy znicze na grobie dziecka, jeżeli zdecydowali się na jego pogrzeb. Z perspektywy czasu psychologicznie jest to lepiej odbierane, gdy rodzice mieli możliwość pożegnać się z nienarodzonym dzieckiem. Jeśli nie zdecydowali się na pogrzeb, to na każdym cmentarzu jest pomnik dziecka nienarodzonego i można zapalić przy nim świeczkę. Można też pożegnać się symbolicznie, mentalnie, np. napisać list.

Niektóre z kobiet starają się jak najszybciej wrócić do swoich obowiązków po poronieniu. To dobra droga?

To jest zależne od kobiety. Są mamy, które faktycznie potrzebują dłuższego urlopu i nie wracają do pracy, natomiast są też takie, które szybko wracają do aktywności zawodowej i wychodzi im to na dobre. Mogą dzięki temu trochę odgonić od siebie przykre myśli. Co nie znaczy jednak, że one znikają, bo musimy przejść proces żałoby, aby nie mieć lęku przed kolejną ciążą.

Jak radzić sobie z lękiem przed poronieniem?

Ważne jest to, aby mieć odpowiednią pomoc medyczną – lekarza, położną, którzy nas rozumieją, wspierają, będą cierpliwie udzielać pomocy, rozmawiać i uspokajać. Można też pracować z terapeutą, psychologiem. Na pewno lęk nie pomaga i warto go przepracować.

Niektóre kobiety mają za sobą pięć, sześć, siedem poronień…

To bardzo trudne sytuacje. Te kobiety mają ogromną wolę walki. Są bardzo dzielne. Są jednak takie momenty, kiedy kobieta mówi sobie, że już jej wystarczy i np. decyduje się na adopcję. Znam też panie, u których w tym momencie pojawiało się biologiczne dziecko, bo puściły jakieś blokady psychologiczne.

Jak wspierać kobiety po poronieniu?

Starać się z nimi rozmawiać, czasami dzielić się też swoimi doświadczeniami, jeżeli takie mamy. Nie pocieszać – mamy bardzo często się denerwują, gdy ktoś to robi. Nie mówmy, że wszystko będzie dobrze, bo pojęcie „dobrze” jest względne. Towarzyszmy tym rodzinom w ich procesie przechodzenia przez żałobę. Potrzymajmy za rękę, wysłuchajmy, po prostu z nimi bądźmy.

Przeczytaj jeszcze: Hospicjum perinatalne – jak wspiera rodziców?


1 poronienie.pl

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

1 KOMENTARZ

  1. Bardzo mądre słowa na końcu artykułu „Nie pocieszać (…) Nie mówmy, że wszystko będzie dobrze, bo pojęcie „dobrze” jest względne.” Dokładnie.
    I dodałabym jeszcze, żeby nie udawać, że jest już wszystko w porządku i kobiecie, która poroniła „przeszło”. Nie bójmy się, że pytaniem sprowokujemy łzy. One są potrzebne. Nie świadczy to o zranieniu czy niepotrzebnym przywołaniu wspomnień.
    Liczyłam, że uda się zapomnieć. Dzisiaj już wiem, że to niemożliwie i że zawsze będę pamiętać. I miło jeśli osoby, które wiedzą o tym nie starają się za wszelką cenę nie przypominać.

Odpowiedz